Na podstawie materiałów zebranych przez:
Katarzynę Dzianach
Życie Korfantego było bardzo burzliwe. Kłopoty i trudności polityczne przenosiły się także na życie prywatne, czego dowodziły perypetie, jakie przeżywał w związku ze swym ślubem.
Zostawszy posłem do parlamentu niemieckiego, zapragnął Korfanty, po wytężającej kampanii wyborczej, zaznać szczęścia i odpoczynku i mając wtedy trzydzieści lat, chciał się ożenić. Wybranką jego serca była panna Elżbieta Sprotówna z Bytomia, z którą ślub miał się odbyć bezpośrednio po wyborach, w lipcu 1903 roku. Korfanty, opromieniony sławą pierwszego niezależnego posła ze Śląska, o którym rozpisywały się wszystkie dzienniki polskie od Pucka do Mysłowic, ani nie przypuszczał, że powalone na obie łopatki duchowieństwo niemieckie będzie usiłowało odegrać się w tym momencie.
A właśnie we Wrocławiu przygotowano kampanie przeciwko niemu, mając na celu zatruć mu życie dokuczliwymi drobiazgami, a równocześnie odstraszającą wszystkich śmiałków na przyszłość, którzy odważyliby się porwać na wpływowe "Centrum".
Dla podkreślenia katolickich zasad, ślub Korfantego miał się odbyć według przyjętych form: najpierw miał to być ślub cywilny według istniejących przepisów prawa pruskiego, później ślub kościelny. Odbyły się wszystkie zapowiedzi i w przeddzień odbycia się ceremonii kościelnej ks. Schirmeisen w kościele Św. Trójcy w Bytomiu zwrócił Korfantemu opłatę, oświadczając, że ślubu udzielić mu nie może.
Postawiono ultimatum, żądające od Korfantego odwołania wszystkiego, co kiedykolwiek napisał w "Górnoślązaku" i w broszurze "Precz z Centrum" na duchowieństwo śląskie, oraz zażądano deklaracji, że nigdy więcej nie będzie atakował żadnego księdza ani w wystąpieniu publicznym, ani w gazetach. Warunkiem była zgoda na udzielenie ślubu. Korfanty wobec zapowiedzianej już uroczystości ślubnej stanął wobec trudnej alternatywy: albo ugnie się przed hakatą, albo nie otrzyma ślubu kościelnego. W tej ciężkiej dla siebie sytuacji Korfanty raz jeszcze oświadczył, że jest i czuje się wiernym synem Kościoła Katolickiego, ale wobec żądań politycznych księży centrowych ustąpić nie może, bo zaprzeczyłby sam sobie.
Korfanty nie byłby jednak Korfantym gdyby się ugiął. Razem z narzeczoną
wyjechał do Krakowa. Jednak sprawa nie była łatwa. Z Rzymu przychodzi
depesz- "ślubu nie udzielać". Jednak on się nie poddaje. Po ciężkich
przejściach trwających trzy miesiące, dnia 5.09.1903 roku odbył się
ślub, którego udzielił mu proboszcz z parafii Św. Krzyża w Krakowie
ks. Mikulski.